sobota, 29 listopada 2008

Rozważania na temat weny.

Jak weny nie ma to źle. Albo się tysiąc razy poprawia albo w ogóle nie można się za nic wziąć.
A nadmiar weny?
Ja właśnie na to cierpię - wena we mnie buzuje, aż uszami wycieka. :D Robię biżuterie, lakieruje zaległe decu, kleje nowe, sklejam pudełeczka, robię wstążeczkowe bombki i jeszcze szydełkuje! A wszystko niemalże na raz, rzucam jedno żeby złapać drugie, a w głowie gonitwa myśli, że może za te trzecie warto by się wziąć? A może jeszcze coś całkiem nowego zacząć?
A bałagan rośnie. O wydatkach na coraz to nowe techniki nawet nie wspomnę...

3 komentarze:

  1. ale przynajmniej są oszałamiające efekty ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. trzymaj wene za nogi, niech nie ucieka ;)
    bombka... wow! nic wiecej nie jestem w stanie z siebie wykrzesac...

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja uwielbiam ten stan "zapomnienie się", kiedy człowiek nie zna końca... zazdroszczę ci - u mnie odwrotnie ale to nie wątek na te rozważania

    OdpowiedzUsuń