czwartek, 25 lipca 2013

Markery distress i ZIG Kuretake - recenzja



W prezencie bożonarodzeniowym dostałam od mojej kochanej Szefowej niesamowity prezent - puszkę markerów distress. Trwało dość długo zanim udało się zrobić konkretną recenzję, ale ot jest!


W komplecie znajduje się 37 markerów - 36 w kolorach koordynujących z tradycyjnymi distressowymi plus jeden "specjalny" - kryjący biały.



Marker ma dwie końcówki - cienką plastikową umożliwiającą pisanie, oraz "pędzelek". Podobnie jak w opisywanych wcześniej markerach Carioca pędzelek jest w rzeczywistości miękkim, uginającym się czymś w stylu filcu - bardzo wygodnie pozwala postawić zarówno delikatna kreseczkę, jak i pomalować większy obszar.



Markery są na bazie wody (czyli są całkiem innego rodzaju niż alkoholowe Promarkery czy Copici!), więc do mieszania kolorów potrzebny będzie pędzelek i woda (albo np. pędzelek ze zbiorniczkiem wodnym).
Z tego co wiem markery nie pozwalają na uzupełnianie - formuła tuszu użyta w markerach jest inna niż w reinkerach. Szkoda. Chociaż, pomimo intensywnego używania, nie widzę jakiegokolwiek zużycia. 

Markerami koloruje się bardzo fajnie, tusz rozprowadza się niezwykle gładko, technika jakiej używam jest właściwie taka sama jak przy typowym wodnym kolorowaniu - zainteresowanych odsyłam do poprzedniego tutoriala.


Jest jednak kilka rzeczy które można uznać za drobne "wady" - są to mało znaczące rzeczy nieprzeszkadzające w kolorowaniu, ale myślę, ze warto o nich wspomnieć.

Pierwsza sprawa dotyczy zatyczek - kolor skuwek, w niektórych przypadkach dość mocno odbiega od właściwego koloru tuszu. Na szczęście, da się to łatwo rozwiązać tworząc próbnik na papierze jakiego planujemy używać.

Zatyczki z obu stron są identyczne, przez co regularnie zdarza mi się otwierać "nie z tej strony". Poręczniej byłoby jakby były jakieś różnice, ale to ogólnie bzdet.

Największym problemem jak dla mnie jest to, że pomimo tych samych nazw kolory markerów, w porównaniu do tuszy w padzie czy uzupełniaczach, są wyraźnie inne. Dodatkowo, kolor z markera pod wpływem wody tez się zmienia. Dla kogoś kto dopiero zaczyna z distressowymi produktami nie ma to pewnie większego znaczenia. Mi jednak lekko przeszkadza, że nie mogę korzystać z wcześniejszych przyzwyczajeń.



Osobiście mam wrażenie, że kolory w markerach są mniej żywe, bardziej "distressowe".
Bardzo brakowało mi np. ładnej, wyraźnej czerwieni, nie wpadającej w róż czy bordo. Dlatego, gdy trafiłam na promocyjną cenę markerów ZIG firmy KURETAKE, skusiłam się na kilka uzupełniających kolorów.
Przy okazji napiszę kilka słów i o nich. Pisaczki występują w 80 kolorach i  również posiadają dwie końcówki - jednak obie są wyraźnie gorsze niż w distresach - z jednej strony miękka, niezbyt precyzyjna gąbka, z drugiej dość gruba końcówka, niczym w najzwyklejszych flamastrach.

Sam tusz rozmywa się jednak ładnie, idealnie łączy z innymi produktami. Tyle, że pisak jest naprawdę mokry, czasem ciężko go opanować, brudzi palce.
Zaletą jest na pewno cena - uwzględniając promocję - za sztukę zapłaciłam mniej więcej 50% ceny markera distress.
Distressy i Kuretake tworzą obecnie mój ulubiony duet produktów do kolorowania, świetnie się dopełniają i mieszają.


Na zakończenie moja odpowiedź na pytanie - "co lepiej wybrać markery, czy tusze distress"? Niestety, nie mogę udzielić jasnej odpowiedzi. Sama jestem obecnie zachwycona markerami - koloruje bardzo dużo i niesamowicie doceniam jak wygodne to jest - pisaki dają duża mobilność, mniejsze prawdopodobieństwo ubrudzenia wszystkiego wokół itp. Są jednak przeznaczone właściwie wyłącznie do stempli.
Reinkery dają dużo szersze pole do działania - można nimi chlapać, tuszować, tworzyć misty.

Powiedziałabym - jeśli ktoś chciałby się skupić na kolorowaniu stempli - polecam markery. Jeśli jednak kolorowanie ma być tylko dodatkiem, to warto przemyśleć inne metody.

Mam nadzieję, że moja opinia okaże się dla kogoś przydatna i może pomoże podjąć decyzję.

Dorzucę jeszcze moje ulubione, najczęściej używane zestawy:
skóra: Zig 043, DM tattered rose, tea dye, vintage photo;
rumieńce: DM spun sugar, odrobina worn lipstick;
włosy blond: DM scattered straw, wild honey;
włosy brązowe: DM antique linen, brushed corduroy, vintage photo, walnut stain;
włosy rude: DM scattered straw, wild honey, spiced marmalade, rusty hinge, tea dye;
 Cień (wokół postaci, w zagłębieniach): Zig 80, 800.

I  jeszcze kilka moich kolorowanek, w użyciu zarówno markery distress jak i ZIG:

"Fairy Tiffany 2"

Mo's Digital Pencil "Three for Tea"


GILLIAN ROBERTS "TEENAGE LOVE"