piątek, 4 kwietnia 2014

Kilka słów o Copicach.

Chyba każdy kto choć trochę zna mojego bloga wie, że jestem wielką entuzjastką kolorowania stempelków. Od pewnego czasu wymarzyło mi się wypróbowanie nowego sposobu, czyli markerów alkoholowych. Na polskim rynku można dostać markery wielu różnych firm, ale chyba najpopularniejsze są Promarkery Letraset oraz Copici. Ja zdecydowałam się na te drugie.


Na dobry początek trochę uwag o markerach obu firm. 
Klasyczne Promarkery posiadają dwie końcówki - z jednej strony szeroki "zakreślacz" z drugiej niewielka, zaokrąglona przypominająca flamaster. Dodatkowo można dokupić (lub dostać) nakładkę pozwalającą przekształcić marker w "cienkopis. Z tego co pokazują informacje w internecie podstawowa gama kolorów Promarkerów wynosi 92. Promarkery są jednorazowe, nienapełnialne. Moje doświadczenie z Promarkerami jest niewielkie, więc jeśli któraś z informacji  jest niewłaściwa proszę o poprawienie.


Miałam okazje dwukrotnie przetestować kolorowanie Promarkerami i przyznam, że mi ta metoda nie odpowiadała. Miałam wrażenie kolorowania zwykłym flamastrem, brakowało mi miękkości i delikatności znanej z kolorowania wodnego, dlatego po przeczytaniu setek stron i obejrzeniu mnóstwa tutoriali zdecydowałam, że chce Copici. Dzięki mojemu kochanemu mężowi w Boże Narodzenie trzymałam w rękach moje pierwsze markery. I właściwie od pierwszego użycia wiedziałam, że wybrałam właściwie. Ale od razu zaznaczam, że jest duża grupa osób, która preferuje Promarkery i uważa, że to nimi koloruje się łatwiej i lepiej. Naprawdę warto przetestować jakiego efektu szukamy, które markery odpowiadają nam bardziej zanim zainwestujemy większe pieniądze.

Copici występują w 4 podtypach: Ciao, Classic, Sketch oraz Wide.
Classic (z końcówkami podobnymi do Promarkerów) oraz Wide (taki bardzo szeroki zakreślacz) nie odpowiadały moim potrzebom, więc nie będę o nich więcej pisać. Jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się więcej zapraszam na stronę dystrybutora.

Mi zależało na miękkiej, "pędzelkowej: końcówce dlatego zdecydowałam się na chyba najpopularniejsze Ciao oraz Sketch.
Osoby które debiutują w temacie markerowym często zastanawiają się czym te dwa typy się różnią, które są lepsze? 
Markery Ciao występują w gamie 180 kolorów. Sketch - aż 358. W przeważającej większości są to te same odcienie co w Ciao. Kiedyś markery Ciao były nienapełnialne, obecnie i jeden i drugi można dopełnić tuszem - Ciao 16 razy, Sketch 12 razy - czyli jak można łatwo wywnioskować Sketch posiada większą pojemność. Oprawka markerów Ciao jest okrągła, Sketchów - spłaszczona.


Ciao posiadają kolorową skuwkę bez numerka, Sketch szarą z kolorowym zakończeniem z napisanym numerem.


I to chyba tyle różnic - oba markery mają identyczne końcówki (zarówno co do grubości czy wielkości).


W obu pisakach jest ten sam tusz Various Ink, bedą tak samo się ze sobą blendować niezależnie czy połączymy np. Ciao z Ciao czy Ciao ze Sketch.
Istotną różnicą jest cena - Ciao kosztuje obecnie około 16zł, Sketch 25zł (ale jest to podyktowane głównie większą pojemnością tego drugiego, nie "lepszością").
Osobiście bardziej polubiłam Ciao - skusiły mnie niższą ceną (jako, że koloruje naprawdę niewielkie rzeczy nie zależy mi na większej pojemności) plus jakoś przyjemniej leżą mi w dłoni. Ale posiadam jedne i drugie i przy pracy nawet nie zauważam który marker akurat używam.


  • Dlaczego w ogóle zdecydowałam się na to, że chcę przetestować markery alkoholowe?
W żadnym wypadku nie było to spowodowane tym, że niezadowalały mnie efekty uzyskiwane technikami wodnymi. Uwielbiam moje wodne markery distress czy kredki akwarelowe.
Przede wszystkim chciałam spróbować, nauczyć się czegoś nowego. Zależało mi też aby móc lepiej dobrać środek do tworzywa, móc kolorować na papierach które nie lubią wody, folii termokurczliwej itp. Zależało mi też aby móc osiągnąć gładki jednolity obszar koloru (co przy technikach wodnych jest trudne, bo łatwo powstają smugi lub kolor mocno ciemnieje).

  • Czy Copicami koloruje się łatwiej niż distressami?
Jak na razie dla mnie nie. Ale techniki wodne są mi znane od dawna, a te alkoholowe dopiero zaczynam.


  • Czy to prawda, że Copicami ciężko osiągnąć delikatny, pastelowy efekt?
Ogólnie najczęściej mocno się burzę jeśli ktoś stara się udowodnić, że pewne efekty da się osiągnąć tylko konkretnym medium. W swoim kolorowaniu distressami/kredkami zawsze starałam się udowodnić, że wcale nie jest się skazanym na wyłącznie rozmyte, pastelowe kolory i przy odrobinie wprawy da się również osiągnąć mocne, wyraźne kolory. Niestety, w drugą stronę jest dużo trudniej. Nawet Copici o najjaśniejszym kolorze mają widoczny kolor. A żeby osiągnąć dobre zblendowanie trzeba kilkakrotnie maziać po jednym miejscu, co tylko ten kolor wzmacnia. Bardzo ciężko osiągnąć efekt mocno rozmytego cienia, roztarcia barwy do bieli (taki efekt lubiłam w kolorowaniu wodnym). Nie jest to oczywiście całkiem niemożliwe, ale dużo trudniejsze.

  • Kolorowanie Copicami jest niesamowicie drogie!   
Żeby osiągnąć ładne przejście koloru trzeba posiadać co najmniej dwa (ciemny i jasny) - a najlepiej 3 lub więcej - odcieni tego samego koloru. Sama posiadam 30 kilka markerów i to jest... mało. Brakuje mi całej masy podstawowych kolorów.

  • A samo dobranie właściwych kolorów to już ogólnie wyższa szkoła jazdy. ;)
Wzięcie dwóch "zielonych" wcale nie oznacza, że osiągniemy ładny efekt.
Każdy Copic poza nazwą ma swoje oznaczenie w postaci: literka(grupa liter) plus numer.
Literka oznacza "rodzinę" koloru np.  B - blue, V - Violet, NG - neutral grey, R - red. Cyferka tuż po literze oznacza "nasycenie koloru - aby znaleźć dobre połączenie należy wybrać dwa kolory, najlepiej z jednej rodziny, w których ta "cyferka po literze" jest taka sama. W internecie można znaleźć koło barw Copiców pokazujące które numerki wybrać, aby się ładnie blendowały, ale poruszanie się po nim wcale nie jest takie proste. Ja do tej pory nadal się gubię. Ogólnie bardzo mocno zachęcam do konkretnego zapoznania się z teorią kolorów przed zakupem - bardzo łatwo skończyć z garścią markerów którymi ciężko osiągnąć dobre efekty, bo nie zostały odpowiednio dobrane.

  • Copicami koloruje się szybko!
To jest prawda. Już samo nakładanie kolorów blenduje, nie trzeba używać dodatkowego pędzelka, czekac na wyschnięcie itp.

  • Co do techniki samego kolorowania...
Po pierwsze należy znaleźć dobry papier na którym osiągnięcie pożądanych efektów będzie najłatwiejsze. Powinien umożliwiać łatwe przenikanie kolorów, bez rozciekania, nie być nadmiernie gruby (marnotrawstwo tuszu). Istnieją różne specjalne papiery do markerów alkoholowych, ale jeszcze nie miałam okazji przetestować. Obecnie najlepiej koloruje mi się na satynowanym papierze biurowym o gramaturze około 200g/m2. Ale caly czas szukam tego ideału. ;)
Podczas kolorowania należy delikatnie dotykać papieru - pisak przytknięty do kartki szybko wsiąka i rozprzestrzenia się po papierze.
Samo cieniowanie polega na nakładaniu pisaków w różnych odcieniach na to samo miejsce (wedle upodobań zaczynając od najjaśniejszego lub najciemniejszego) tak aby kolory na papierze tak jakby "rozpuściły się" i mieszając stworzyły ładne przejście koloru. Trzeba to robić z wyczuciem - za mało "namoczone" kolory nie zblendują się - za mocno - rozciekną poza właściwy obszar.

Jeśli chodzi o tutoriale polecam pooglądanie filmów na youtube - jest tam naprawdę tona wiadomości, można najłatwiej załapać jak wygląda technika kolorowania, jakich kolorów najlepiej użyć.

 I tradycyjnie na koniec kilka moich prób opanowania Copiców:







10 komentarzy:

  1. Bardzo lubię Twoje recenzje - po opisaniu techniki z kredkami akwarelowymi złapałam stempelkowego bakcyla :D
    Niedawno szukałam idealnych markerów, postawiłam na Promarkery i jestem mega zadowolona. Wybrałam je własnie ze względu na to, iż maluje się podobnie jak markerami. Malowałam też kredkami akwarelowymi, ale nie do końca pasowało mi rozcieranie wodnym pędzelkiem. Copici jeszcze nie próbowałam, może i lepiej, bo mój portfel mógłby nie dać rady (mam już ponad 60 Promarkerów i jeszcze brakuje mi kolorów :D ).
    Bardzo cenna uwaga, co do wyboru kolorów - sama nie do końca się zastosowałam, bo taki czy inny bardzo mi się spodobał i teraz dokupuję podobne odcienie, aby móc ładnie wycieniować.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, baardzo wyczerpująco i na temat, dziękuję Ci! Ja też spróbowałam kredek po przeczytaniu wcześniejszej recenzji. Kolorowanie niestety nie jest dla mnie, ale od czasu do czasu mam zamiar próbować, zachęcają do tego Twoje FANTASTYCZNE kolorowanki! Uwielbiam je!! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli są ci potrzebne precyzyjne mazaki z pędzlem (jeśli tak można o nim powiedzieć, bo to coś tylko przypomina kształt włosia), proponuję zaopatrzenie się w narzędzia do nauki kaligrafii japońskiej. Dostałam takie cudo prosto z Japonii, jest niesamowite w użyciu.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie potrzebuje prawdziwego pędzla. Tak się po prostu przyjęło nazywać taki typ końcówki "pędzelkową" (być może to zbyt dosłowne tłumaczenie z angielskiego - "brush nib"). Bardziej chodzi tu o miękkość i "uginalność" jak w pędzlu, niż samo tworzywo - znam podobne końcówki też z innych markerów i są naprawdę niesamowicie wygodne w użyciu. Przy okazji, copici również są produkcji japońskiej. :)

      Usuń
  4. dopiero zaczynasz i już ślicznie Tobie wychodzi. może kolejny kursik zrobiłabyś o kolorowaniu. cudnie to wygląda. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie nie czuje się wystarczająco zaawansowana w technice, na razie to sama eksperymentuje. Może kiedyś jak nabiorę doświadczenia. :)

      Usuń
  5. Ciekawi mnie ten temat. Do tej pory kolorowałam tuszami Distress i markerami Distress, jednak ciągnie mnie by spróbować takich pisaków/markerów by nie używać wody i pedzelka do rozmywania kolorów... Chciałabym wziąć udział w warsztatach kolorowania Copicami lub Promarkerami. Bardzo podoba mi się efekt jaki osiągnęłaś kolorując Melissa Marie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo podobają mi się Twoje "wynurzenia" :-) Przede wszystkim coś co mi odpowiada, to, że pod koniec czytania czuję się zachęcona do spróbowania czegoś innego, nie wmawiasz, że coś najlepsze i żadne inne nie będzie dobre.
    Ja spróbowałam trochę Promarkerów (i zakupiłam) i niestety mam to co Ty, czyli ta twarda końcówka...
    Kupowałam kolory według tego schematu bardzo byłam zadowolona z porad, super jest ten chart, który podpowiada podobne kolory w gamie Promarkerów i Copic.
    http://www.liliofthevalley.co.uk/pdfs/LOTVCOLOURSUGGESTIONSCHART.pdf

    Na koniec muszę przyznać, że nie ważne czym kolorujesz, ważne, że kolorujesz, bo bardzo lubię zaglądać do Ciebie właśnie by oglądać kolorowanki :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba tylko mnie upewniłaś, że markery alkoholowe nie są dla mnie. Podczas któregoś ze zlotów próbowałam markerów alko (nie pamiętam czy były to promarkery czy copici) ale nie przypadły mi do gustu - nie podoba mi się jak pigment rozchodzi się po papierze. Twoja uwaga o potrzebie wielu markerów też mnie nie zachęciła o powyższych produktów. Dzięki za fajny post!

    OdpowiedzUsuń